PL EN

Informacje prasowe

 

„(...) Wspaniały głos, cudowna dusza, anielskie serce i wielka wrażliwość to główne cechy tej młodej artystki. Autentyczna wrażliwość przy «pewnej nieśmiałości» Agaty Ślazyk spowodowały, że przemyska widownia została «zdobyta».”
Nasz Przemyśl, Nr 5 (56), maj 2009r.

„ (…) artystka zaprezentowała wszystkie swoje możliwości sceniczne, a jest ich niemało. Agata Ślazyk sprawnie posługuje się swoim ciepłym głosem, który gdy trzeba jest ciepły i aksamitny, ale bywa też potężny i dramatyczny. Potrafi w pełni świadomie oczarować widza swym niewątpliwym urokiem osobistym.”
Życie Podkarpackie,  Nr 16 (2137), 22 kwietnia 2009r.

„Poszłam do POSK-u na występ artystów krakowskiej Piwnicy pod Baranami. (...)Palce lizać i ukłony dla żony - jak napisał Gombrowicz, choć w zupełnie innej konfiguracji. Spektakl był na medal. (...) Wcielenie Edith Piaf i Lizy Minnelli. Zjawiskowa Agata Ślazyk.(...) No i ci muzycy!!! Skrzypek i pianista. Tomasz Kmiecik i Michał Półtorak. Radość dla uszu. Należą im się medale.”
Krystyna Cywińska, Nowy Czas, Londyn, 26 września 2008 r.

Kiedy „śpiewam” mam poczucie, że jestem u siebie

[...]
Powszechnie się sądzi, że artysta musi być człowiekiem wrażliwym... 

To z pewnością nie jest powszechne przekonanie. Utarło się raczej, za sprawą  różnych programów telewizyjnych typu „każdy może być gwiazdą”, że artysta musi być przebojowy.  Niewiele osób oczekuje od artysty przede wszystkim wrażliwości. Dlatego czasem tak trudno wypromować artystów, dla których ta cecha osobowości to podstawa scenicznych działań. Dla mnie teza zawarta w Pana pytaniu jest oczywista. Dodam jeszcze, że Piotr Skrzynecki powiedział kiedyś, że artyści to nieśmiali ludzie. W pełni zgadzam się z tą opinią, bo sama jestem potwornie nieśmiała. Gdyby nie to, że  słuchaczy uważam za przyjaciół nigdy nie odważyłabym się stanąć na scenie.

Czy artysta czuje więcej, intensywniej, inaczej?

W jednej z moich piosenek śpiewam o moim lęku, że „mnie nie wystarczy na cały dzień”. Oznacza to, że mieszka we mnie jakiś strach, rodzaj obawy przed losem, przed przyszłością...  muszę przyznać, że potrzebuję sporo samotności. Przebywanie w większej grupie osób ogromnie mnie męczy. Bierze się to stąd, że odbieram otaczający mnie świat bardzo intensywnie, a relacje z ludźmi bywają dla mnie bardzo wypalające. Chyba mogłabym powiedzieć o pewnego rodzaju „kruchości” w  codziennym życiu.

To Pani stwierdzenie jest dla mnie o tyle zaskakujące, że w czasie koncertu widziałem, że świetnie czuje się Pani rozmawiając z publicznością pomiędzy kolejnymi piosenkami.

W prywatnym życiu jesteśmy narażeni na ataki, musimy nauczyć się reagować w zaskakujących sytuacjach, nie zawsze dla nas przyjaznych. Przez to, czasami czujemy się wyobcowani i nie na miejscu. Kiedy „śpiewam” mam poczucie, że nareszcie jestem u siebie. Przynoszę piosenki, które są mi bliskie i ważne jak dzieci. Cieszy mnie to, że poprzez słuchaczy idą w świat. Na co dzień  musimy chronić swoją wrażliwość a na scenie możemy się nią dzielić i cieszyć.

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Przez wiele lat śpiewałam  w większości piosenki innych autorów. Kiedy po kilku latach przerwy wróciłam do gitary pojawiły się też moje własne utwory.  Obecnie staram się je wydać w formie płyty. Zajmuję się tym sama a nie jestem utalentowanym organizatorem, więc pewnie jeszcze chwilę to potrwa. Będzie to moja prawdziwa pierwsza, debiutancka płyta. Wcześniejsze nagranie z 2007 roku traktuję raczej jako składankę niż płytę. To co teraz nagrałam jest mi dużo bliższe.  Będzie to bardzo osobista, wręcz intymna płyta: tylko ja i gitara. Cieszę się, że te piosenki mnie odnalazły. Mam nadzieję, że płyta pojawi się w najbliższych miesiącach.


Czy ma Pani jakieś motto życiowe?

„Trzeba mieć niemało odwagi, aby się ukazać takim, jakim się jest naprawdę”
To cytat, który najczęściej do mnie powraca. Nie wiem czy mam w sobie tyle odwagi ale to zdanie dużo mówi o kierunku moich poszukiwań. Bez tej odwagi nie da się śpiewać piosenek opartych na własnym doświadczeniu.

Z Agatą Ślazyk rozmawiał Marcin Urban, Gazeta Niepołomicka, Nr 11 Listopad 2011r.

Cały artykuł ->